CBAM, czyli Mechanizm Dostosowywania Cen na Granicach, to narzędzie handlowe polityki klimatycznej UE, mające  zapobiec przenoszeniu produkcji z Europy do tych o bardziej emisyjnej produkcji. CBAM jest też przedmiotem wielkiego globalnego sporu. Dlaczego UE powinna bronić mechanizmu opłaty węglowej na granicach i jednocześnie współpracować z partnerami globalnymi? – wyjaśnia Katarzyna Snyder.

CBAM: co to i po co?

Mechanizm Dostosowywania Cen na Granicach z uwzględnieniem emisji dwutlenku węgla jest powszechnie znany jako Carbon Border Adjustment Mechanism, w skrócie CBAM. To jednocześnie klimatyczna poduszka bezpieczeństwa, instrument polityki przemysłowej i punkt siarczyście zapalny globalnej polityki klimatycznej. Wprowadzony w ramach Europejskiego Zielonego Ładu, CBAM ma przeciwdziałać zjawisku ucieczki emisji, czyli przenoszeniu produkcji z krajów o rygorystycznych regulacjach środowiskowych (UE) do jurysdykcji z luźniejszymi przepisami (np. Chiny). Taki proces podważałby bowiem zarówno cele klimatyczne, jak i zmniejszał liczbę lokalnych miejsc pracy.

CBAM działa poprzez nałożenie opłaty węglowej na import wybranych wysokoemisyjnych produktów – takich jak stal, aluminium, nawozy, cement czy energia elektryczna. Ma to wyrównać szanse między unijnymi producentami a zagranicznymi konkurentami. Ci pierwsi muszą płacić za emisje w ramach unijnego systemu handlu emisjami (EU ETS), a drudzy obecnie takich kosztów najczęściej nie ponoszą.

Mechanizm ten wspiera unijne ambicje klimatyczne, zapewniając, że postęp Europy w zakresie dekarbonizacji nie będzie skutkował jedynie przeniesieniem emisji do innych regionów świata. Jednocześnie chroni unijny przemysł przed nieuczciwą konkurencją i wzmacnia ekonomiczne podstawy dla produkcji niskoemisyjnej – zarówno w UE, jak i poza nią. W teorii to narzędzie, które łączy odpowiedzialność środowiskową z realiami globalnego handlu – polityka równie strategiczna, co etyczna.

CBAM jako punkt zapalny w globalnej polityce klimatycznej

CBAM stał się jednak jednym z najbardziej kontrowersyjnych narzędzi ochrony klimatu na arenie międzynarodowej. Podczas sesji negocjacyjnej ONZ w Bonn w czerwcu 2025 roku (SB62), techniczne z założenia negocjacje przerodziły się w polityczny impas. Kraje rozwijające się odmówiły kontynuowania rozmów, dopóki ich obawy wobec CBAM nie zostaną oficjalnie uznane. Protest zainicjowany przez Boliwię w imieniu grupy Like-Minded Developing Countries szybko rozprzestrzenił się na całą grupę G77 + Chiny.

Wielu członków tej grupy nie postrzega CBAM jako narzędzia ochrony klimatu, ale jako jednostronny instrument handlowy – narzucenie przez kraje bogate swoich zasad krajom biedniejszym pod płaszczykiem troski o klimat.

Chiny, Indie i Republika Południowej Afryki były głównymi dowodzącym tej szarży. Ich gospodarki w dużym stopniu opierają się na eksporcie produktów wysokoemisyjnych do Europy i postrzegają CBAM jako przejaw zielonego protekcjonizmu. Ich argumentacja opiera się na długo podnoszonych kwestiach sprawiedliwości: mechanizm narusza zasadę wspólnej, lecz zróżnicowanej odpowiedzialności (CBDR) zapisaną w Konwencji Klimatycznej ONZ i w sposób nieproporcjonalny uderza w kraje, które historycznie przyczyniły się do zmian klimatycznych w znacznie mniejszym stopniu. Negocjatorzy z RPA mówili o dyskryminacji handlowej, a przedstawiciele Chin określili CBAM jako próbę stłumienia wzrostu gospodarczego krajów rozwijających się. Retoryka była ostra – jeden z młodszych chińskich dyplomatów blankietowo stwierdził, że CBAM „dusi biednych z Globalnego Południa”, a Wenezuela posunęła się nawet do nazwania go „zbrodnią przeciwko ludzkości”.

CBAM a gospodarka: co mowią dane

Tak mocne oskarżenia mają jednak słabe oparcie w rzeczywistych danych gospodarczych. Według wskaźnika narażenia ekonomicznego CBAM, opracowanego przy współpracy z Bankiem Światowym, dla większości krajów rozwijających się prognozowane koszty związane z dostosowaniem do CBAM są niewielkie – zazwyczaj poniżej 0,1% PKB. Tylko kilka krajów, i to wcale nie tych, które najgłośniej krzyczały w Bonn, wykazuje umiarkowane narażenie: Mozambik (0,6%), Ukraina (0,5%) i Egipt (0,2%). W najbardziej pesymistycznym scenariuszu strata PKB Mozambiku może wynieść 1,6% – liczba godna uwagi, ale z pewnością nie katastrofalna.

W skali kontynentu afrykańskiego skutki sektorowe są zróżnicowane. Eksport aluminium może spaść o 13,9%, żelaza i stali o ponad 8%, nawozów o nieco mniej niż 4%, a cementu o około 3%. Mimo ostrej krytyki, RPA prawdopodobnie doświadczy zaledwie 4-procentowego spadku eksportu do UE do 2030 roku, co – według Banku Rezerw RPA – przełoży się jedynie na 0,02% spadku PKB. Indie, kolejny głośny krytyk CBAM, szacują swoje roczne straty na około 775 milionów dolarów, głównie w sektorze stali, aluminium i nawozów – co odpowiada zaledwie 0,05% ich PKB.

Choć te skutki nie są bez znaczenia, szczególnie dla lokalnej gospodarki, trudno mówić o kryzysie globalnym czy o zbrodni. CBAM nie jest masowym ciosem dla Globalnego Południa, ale precyzyjnie ukierunkowanym instrumentem klimatycznym z transgranicznym efektem, obejmującym tylko wybrane sektory o wysokiej emisji w ograniczonej liczbie krajów.

CBAM jako konieczność gospodarcza

Z perspektywy UE CBAM to również odpowiedź na wyzwania fiskalne. Wygaszanie darmowych uprawnień do emisji w ramach EU ETS może skutkować utratą przychodów przekraczającą 330 miliardów euro w latach 2023–2033. CBAM pomaga wypełnić tę lukę, jednocześnie wzmacniając integralność unijnej architektury polityki klimatycznej. Do 2028 roku mechanizm ma generować około 1,5 miliarda euro rocznie. Te środki można reinwestować w zieloną transformację w Europie – a jeśli to odpowiednio zaplanować – również globalnie. CBAM może zatem stać się dźwignią przyspieszającą globalną transformację klimatyczną – pod warunkiem, że Europa wdroży z odpowiednią równowagą między stanowczością a elastycznością.

W tym świetle CBAM nie jest ani protekcjonistyczną barierą handlową, ani cudownym rozwiązaniem wszystkich problemów. To starannie skalibrowane narzędzie, które odpowiada na konkretne wyzwanie: jak prowadzić ambitną politykę klimatyczną bez przenoszenia emisji za granicę i bez utraty konkurencyjności europejskiego przemysłu.

Tezy o „imperialistycznym narzędziu pod przykrywką klimatu” nie wytrzymują konfrontacji z faktami. CBAM generuje koszty, ale są one mierzalne i ograniczone. Co więcej, mechanizm tworzy realne bodźce do redukcji emisji i – przy odpowiednim podejściu – może być zbieżny z celami rozwoju dzięki wykalibrowanej współpracy i finansowaniu.

Spór będzie trwał

Kontrowersje wokół CBAM nie zakończą się szybko. W miarę jak polityka handlowa i klimatyczna stają się coraz bardziej powiązane, instrumenty takie jak CBAM będą coraz częściej pojawiać się w centrum uwagi negocjacji międzynarodowych. Już teraz w różnych jurysdykcjach powstają nowe rozwiązania – etykiety śladu węglowego, zielone zamówienia publiczne czy siostrzana regulacja CBAM – EU Deforestation Regulation. Wszystko to prawdopodobnie wróci na stół podczas COP 30 w brazylijskim Belém, gdzie znów może dojść do prób opóźniania negocjacji.

W tej sytuacji UE musi obrać jasny i konsekwentny kurs. Raport Draghiego wezwał Europę do większej stanowczości w obronie swojej bazy przemysłowej – CBAM jest kluczowym elementem tej strategii. Ale stanowczość musi iść w parze z dialogiem. UE powinna trzymać się zasady, że CBAM to legalna i uzasadniona polityka klimatyczna, a nie broń handlowa. Równocześnie musi kontynuować współpracę z partnerami – zwłaszcza tymi, których mechanizm faktycznie dotyka – w celu rozwiązania problemów technicznych, budowania zdolności i zapewnienia, że CBAM stanie się przykładem uczciwego, skutecznego i opartego na współpracy zarządzania klimatycznego.

Katarzyna Snyder, policy fellow IZG.